Skip to content

Nawet z najpiękniejszego snu trzeba się kiedyś obudzić

Spędziłam 51 wspaniałych dni w Hiszpanii. Poznałam kulturę katalońską i kilka słów w tym języku. Zwiedziłam moją wymarzoną Barcelonę, oprócz tego widziałam górę Montserrat, wybrzeże Costa Brava i Pireneje. Mieszkałam w pięknym klimatycznym miasteczku. Jadłam hiszpańskie jedzenie i wygrzewałam się na słońcu. Poznałam wiele niesamowitych osób. Mieszkałam z przecudowną rodziną, gdzie rodzice traktowali mnie jak córkę, a dwie przeurocze dziewczynki jak starszą siostrę. To były najlepsze wakacje jakie do tej pory miałam. Dlaczego więc cieszę się, że jestem już w domu?

 
Bycie au pair to wbrew temu co się może wydawać wcale nie jest łatwa praca. Z jednej strony nie można tego nazwać pracą, bo ma się zapewnione zakwaterowanie, wyżywienie i jeszcze się dostaje wynagrodzenie za zabawę z dziećmi. Program au pair opiera się na wymianie kulturowej oraz zajmowaniu się dziećmi. Uwielbiam dzieci, dlatego chciałam tego spróbować.
 
Jednak jest bardzo dużo minusów, o których wiele dziewczyn nie mówi. Mieszkanie pod jednym dachem z pracodawcą potrafi być przytłaczające. Ja na początku czułam się bardzo dziwnie idąc do mojego pokoju i siedząc przed komputerem kiedy za ścianą słyszałam krzyczące dzieci. Mimo, że miałam już czas wolny, to czułam się odpowiedzialna za nie cały czas. Miałam wrażenie, że nie staram się wystarczająco, że robię za mało. Taki jednak miałam grafik i nie chciałam się upominać o więcej godzin. Nawet jeśli rodzina, z którą się mieszka jest miła, to niełatwo jest czuć się tu jak w domu. Brać jedzenie z lodówki, używać różnych sprzętów. Czuje się pewien dyskomfort.  Moje dziewczynki  były naprawdę przesłodkie i zakochałam się w nich jak tylko zobaczyłam je na zdjęciu. Faktycznie, miło spędzałyśmy czas, ale bywały momenty kiedy mnie nie słuchały, krzyczały na siebie nawzajem, nie chciały nic robić. Ale ja jestem prawdziwą szczęściarą.
 
Moja rodzina chciała żebym czuła się w ich domu jak najlepiej. Kupowali dla mnie specjalne jedzenie, kupili mi karnet na basen, żebym mogła chodzić z dziewczynkami, zabierali mnie na wycieczki żeby pokazać mi wszystko co może być dla mnie ciekawe, chcieli żebym zawierała znajomości z rówieśnikami. Hiszpania sama w sobie jest piękna i naprawdę bardzo się cieszę, że tu przyjechałam, ale to tylko przygoda. Epizod w moim życiu, który pozostawi wiele wspomnień. Wiele się przez ten czas nauczyłam. Nie znałam tutejszego języka, posługiwałam się jedynie angielskim. Nie miałam z kim porozmawiać kiedy było ciężko. Czasami nawet po angielsku nie umiałam wytłumaczyć o co mi chodzi. Taki wyjazd naprawdę pomaga się ogarnąć. Niestety nawet z najpiękniejszego snu trzeba się kiedyś obudzić, wstać i zrobić sobie śniadanie.
 
Tęskniłam za rodziną, za znajomymi, za moim pokojem, a nawet za chłodem. Bo mimo, iż uwielbiam lato, to hiszpańskie upały mocno dawały mi się we znaki. Nie wyobrażam sobie żeby mieszkać tam na stałe, chociaż już wiem, że będzie mi brakować tej „mojej” Hiszpanii.
 
Za czym najbardziej będę tęsknić? Za lodami o smaku czekolady Kinder jedzonymi przeze mnie kilka razy w tygodniu. Za „Milena I love you!” wypowiadanym przez moją sześcioletnią podopieczną. Za wyjazdami do Barcelony. Za rozmowami o wszystkim z moją ośmiolatką, która dzięki mnie bardzo poprawiła swój angielski (z czego jestem przeogromnie dumna – wpiszę to sobie do CV). Będę tęsknić za chodzeniem na basen 3 razy w tygodniu. Za tym, że
siedząc w nocy na zewnątrz nie trzeba nawet zakładać długich spodni. Za tymi pięknymi zachodami słońca podczas kolacji. Za jedzeniem arbuza codziennie. Za niemalowaniem się. Będę tęsknić za Hiszpanią, ale na pewno jeszcze tam kiedyś wrócę, więc nie jestem smutna. Jestem niesamowicie wdzięczna, że dane mi było przeżyć taką przygodę.