Festival Surfing The Lérez 2016 de Pontevedra

Ten kto śledzi mojego snapa wie, że jakiś czas temu byłam na festiwalu muzycznym w Pontevedra. Cały mój udział w tym wydarzeniu wyszedł zupełnie przypadkowo i spontanicznie.

W piątek 17-go czerwca spotkałam się z Alicią, dziewczyną, którą poznałam przez Couchsurfing. Zabrała mnie ona do mieszkania swojej koleżanki, gdzie było też kilka innych dziewczyn. Prawie wszystkie nie były z Hiszpanii i uczyły tu angielskiego, więc z dogadaniem się nie było żadnego problemu. Poznałam tam dziewczynę w moim wieku, która pochodzi z Litwy. Mieszka w Vigo od ponad 2 lat i od kilku miesięcy czy języka angielskiego w szkole. To niesamowite, bo ma zaledwie 22 lata, a już posiada takie duże doświadczenie życiowe.

Jana powiedziała mi, że wybiera się na festiwal i czy nie chciałabym pojechać z nią i jej koleżankami. Stwierdziłam, że dlaczego nie? Chciałam poznawać ludzi, więc nie ma na co czekać. O 3 wróciłam do domu z tego babskiego wieczoru, a następnego dnia o 12 byłam już w drodze na autobus. (Pominę fragment o tym, że założyłam po raz pierwszy chińskie sandały, które już po 2 kilometrach zrobiły mi najgorsze odciski w życiu, a musiałam się w nich męczyć do następnego popołudnia…).

Do miasta oddalonego pół godziny drogi dotarłyśmy około 14. Ruszyłyśmy coś zjeść i obkupić się w festiwalowe płyny (%). Gdyby ktoś się zastanawiał co zjeść w Galicji, to polecam empanadę, z mięsem czy tuńczykiem dla mnie smakuje tak samo pysznie. Dlatego zjadłam dwie mini empanady na miejscu, a jedną zabrałam na potem (przydała się).

W końcu po wielu kilometrach dotarłyśmy na teren festiwalu. Zaczęłyśmy sączyć nasze drinki (wino z wodą gazowaną) i delektować się muzyką. Nie miałam najmniejszej ochoty ruszać się z miejsca z powodu moich obolałych stóp (i tak po terenie całego festiwalu chodziłam boso), więc rozłożyliśmy się niedaleko mniejszej sceny i obserwowaliśmy ludzi oraz zespoły.

DSC_1082

DSC_1077

DSC_1107

DSC_1066

DSC_1068

pontevedra 01

pontevedra 02

Po kilku kubkach wina ruszyliśmy pod większą scenę, gdzie występował ulubiony zespół jednej z dziewczyn. Tańczyłam, piłam, robiłam zdjęcia, naprawdę świetnie się bawiłam. Zwłaszcza kiedy dookoła siebie miałam tak wspaniałych ludzi. Hiszpanie zadziwiają mnie na każdym kroku. Wszyscy pytali się mnie skąd jestem, co robię w Galicji, czym się zajmuję na co dzień. To było niesamowicie miłe. Wszyscy byli pijani, ale umówmy się, festiwale w Polsce wyglądają tak samo pod tym względem. Tylko, że tu ludzie są kulturalni i nawet jak cię facet podrywa to wie kiedy powinien przestać.

Tak dobrze się bawiłam, że spontanicznie zdecydowałam się zostać tam na noc. Napisałam moim hostom, że wrócę następnego dnia i zaufałam Megan – dziewczynie z Oregonu.

Razem z nią, jej kolegą, jego siostrą i znajomymi siostry spędziłam resztę wieczoru i noc. Wszyscy ze mną rozmawiali, nawet jak nie mówili po angielsku. Jak człowiek ma alkohol we krwi to dogada się w każdym języku. Szczerze mówiąc ci ludzie byli przesympatyczni. Nie czułam się tam jak obca, czułam się jak wśród starych znajomych. Panowie na wieść, że jestem z Polski krzyczeli „Lewandowski. Lewandowski.” Z dziewczynami śpiewałyśmy Spice Girls. A po festiwalu ruszyliśmy na miasto.

Wąskie uliczki, tłumy młodych ludzi, alkohol, muzyka, ciepła letnia noc. Nie potrafię wyobrazić sobie lepszego scenariusza na spędzenie wakacji. To co działo się przez następne kilka godzin zachowam dla siebie. Wytańczyłam się (w tenisówkach Megan), wyśpiewałam, wypiłam chyba każdy rodzaj alkoholu, poznałam kilka niesamowitych osób i poszłam spać o 7 rano kiedy tu dopiero robiło się jasno. Wstałam o 12 w świetnym humorze jak nowo narodzona i poczułam, że właśnie tego potrzebowałam. To jest to czego mi tak bardzo brakowało. Zabawy, spotkań z ludźmi, próbowania nowych rzeczy. Przez cały festiwal aż do momentu pójścia spać miałam w głowie jedną myśl: „Chwilo trwaj!” I chociaż miało to miejsce już prawie trzy tygodnie temu, to wiem, że zapamiętam to na długo. A moja przygoda nadal trwa i codziennie spotykam tu nowych ludzi. Dawno nie byłam tak szczęśliwa. Naprawdę kocham moje życie…

DSC_1121

DSC_1118

pontevedra 06

pontevedra 03

pontevedra 05

DSC_1115


FACEBOOK | INSTAGRAM | SNAP: POWERPINKYX