Skip to content

Fiesta i wesołe miasteczko w Vigo

Będąc w Hiszpanii nie zwracałam uwagi na to jaki jest dzień. Oczywiście zawsze czekałam na weekend, ale nawet nie pamiętam jaka data była kiedy wybrałyśmy się z Olą na wesołe miasteczko. Pamiętam za to, że był to niesamowity wieczór połączony z bardzo zabawną nocą. Oszczędzę wam szczegółów dotyczących tego ile wtedy wypiłyśmy i jak poznałyśmy kolesi, którzy mieli szalony wieczór kawalerski. Postaram się jednak napisać co nieco o fieście w Bouzas.

DSC_2294

Hiszpańskie fiesty trwają po kilka dni. Oni wiedzą jak się bawić. Postawili wesołe miasteczko przy samej plaży i świętowali przez tydzień. Przechadzając się między uliczkami skojarzyłam sobie ten widok z naszymi polskimi dniami miasta, gdzie przez weekend są koncerty różnych gwiazd, a na ulicach stoją rozstawione stragany z pierdołami. Na każdym roku można było kupić zabawki, chińskie ciuchy, peruki, kapelusze, świecące bajery. Nie zabrało też balonów, waty cukrowej, metrowych żelek i czegoś, co chyba było odpowiednikiem polskich stoisk z piwem – budek z Mohito. Powiem wam, że było pyszne i w rewelacyjnej cenie, bo kosztowało tylko 3 euro. Ale żeby nie było, kupiłyśmy je jak już było ciemno i szłyśmy w miasto.

01

Kiedy Ola zaliczyła najgorszą z możliwych atrakcji, jaką był booster (wygooglujcie sobie), ruszyłyśmy na coś spokojniejszego, ale również super ekscytującego. Diabelski młyn. Zawsze chciałam na to pójść, ale nigdy nie miałam okazji. Cena takiej atrakcji to również tylko 3 euro. Zagadka: Ile jest wagoników? A wiecie ile było zajętych podczas jednej rundy? Nie więcej niż 8. Podczas gdy na dole ustawiała się wielka kolejka ludzi około 30 pustych wagoników przesuwało się po osi diabelskiego młynu. Nadal tego nie rozumiem…

02

Kiedy już nadeszła nasza kolej nie wiedziałyśmy czy mamy robić zdjęcia czy nagrywać snapy. Widok był tak piękny, że gdyby nie fakt, że musiałabym czekać następne 20 minut, to przejechałabym się jeszcze raz. Trafiłyśmy w idealnym momencie, bo właśnie słońce chowało się za horyzontem. Było przepięknie, spójrzcie tylko.

DSC_2323

DSC_2328

Po zejściu z koła spontanicznie stwierdziłyśmy, że zrobimy sobie sesję z watą cukrową. Wybrałyśmy najpiękniejszą, oczywiście różową i pobiegłyśmy (dosłownie) w miejsce, gdzie miał być idealny widok na zachód słońca.

DSC_2451

Ola jak zwykle okazała się świetną modelką. Fotografem również. Bardzo mi się te zdjęcia podobają. Co sądzicie?

03

DSC_2344

05

DSC_2367 04

Po krótkiej sesji usiadłyśmy na murku i podziwiając zachodzące słońce sączyłyśmy najlepsze piwo w Galicji. Takie chwile wspominam właśnie najlepiej. Kiedy pod koniec dnia siadałyśmy i mogłyśmy oglądać takie piękne show jakie dostarczała nam Matka Natura.

DSC_2426

A najlepsze, że to wcale nie był koniec atrakcji na ten wieczór. Jak zwykle spontanicznie zdecydowałyśmy, że idziemy na miasto. Po 2 piwach kupiłyśmy sobie frytki, jedną długą żelkę, mohito i ruszyłyśmy na balety. Właśnie tam poznałyśmy grupę facetów po trzydziestce, którzy wyglądali jakby wyszli z filmu „Kac Vegas”. Pan(na) młody miał na sobie białą suknię ślubną, a całe jego ciało łącznie z twarzą zdobiły różnego rodzaju napisy wykonane markerem przez jego przyjaciół. To była naprawdę zabawna noc, którą będę miło wspominać.

DSC_2442


FACEBOOK | INSTAGRAM | SNAP: POWERPINKYX