Skip to content

Z pamiętnika Au Pair #7 – Dzień wolny

Z Olą poznałyśmy się kilka dni po jej przybyciu do Vigo. Spotkałyśmy się na plaży i od razu złapałyśmy wspólny język. Już na drugim spotkaniu siedząc pod kościołem i pijąc piwo opowiedziałyśmy sobie nawzajem historie naszego życia. Po miesiącu znajomości Ola zna chyba wszystkie moje sekrety i wcale tego nie żałuję, bo wiem, że to nie była wakacyjna znajomość, a przyjaźń na lata.

Nasze trzecie spotkanie miało miejsce w pewną niedzielę, kiedy to stwierdziłyśmy, że chcemy trochę pozwiedzać. Spotkałyśmy się w galerii handlowej, gdzie nawet Carrefour był zamknięty. Udałyśmy się na obiad do Maka, a potem powędrowałyśmy na dach galerii, gdzie mieścił się piękny malutki park z widokiem na miasto.

01

02

Następnie ruszyłyśmy już do miejsca docelowego, czyli parku Castrelos. Przepiękne miejsce, do którego później wielokrotnie wracałam, ponieważ mieścił się 15 minut ode mnie.

DSC_1959

DSC_1992

DSC_1954

03

DSC_1964

Zrobiłyśmy sobie trochę zdjęć, poleżałyśmy na trawce i poszłyśmy dalej. Jak zobaczyłyśmy lilie to od razu pomyślałyśmy o tym żeby je zerwać do zdjęć. Ja wiem, że tak nie można, ale nigdy wcześniej nie miałam takiej okazji, więc położyłam się przy brzegu i wyłowiłam najpiękniejszą różową lilię. Dobra, może nie najpiękniejszą, ale taką, która była najbliżej. I była bardzo fotogeniczna.

DSC_1996

DSC_2014

04

05

06

07

Kiedy obeszłyśmy już cały park spontanicznie zdecydowałyśmy, że najpierw pojedziemy na Stare Miasto, a potem na plażę, żeby zobaczyć zachód słońca. Trochę szłyśmy, trochę podjechałyśmy autobusem. Ogólnie w ciągu tego dnia przeszłyśmy około 20 km, co było wtedy dla mnie nie do pomyślenia. Ale przez następny miesiąc 8-10 km dziennie, to była dla mnie norma. Z czego bardzo się cieszę, bo poprawiła mi się kondycja.

08

09

DSC_2143

13646985_1055768961126289_446214549_o

13621557_1055768997792952_1377712303_o

Kiedy w końcu dotarłyśmy na Samil – największą i najpopularniejszą plażę w Vigo, zdecydowałyśmy się zjeść coś dobrego po całym dniu. Zamówiłyśmy pizzę w naszym „ulubionym” lokalu. W nagrodę za bycie pięknymi Polkami, które nie mówią po hiszpańsku, wraz z rachunkiem dostałyśmy od uroczego kelnera numer telefonu. To było dosyć zabawne, bo nigdy się z czymś takim nie spotkałam. Tym bardziej, że chłopak nie mówił po angielsku, więc ciężko nam się było dogadać.

Processed with VSCO with hb1 preset

Po posiłku ruszyłyśmy w końcu podziwiać zachód słońca. Było pięknie. Niesamowicie klimatycznie i przyjemnie. Byłyśmy w tym miejscu jeszcze kilka razy przez kolejny miesiąc i zawsze było inaczej. Niby plaża ta sama, ocean ten sam, nawet słońce jest tylko jedno i zawsze to samo, ale każdy jego zachód był inny i z każdym razem coraz piękniejszy.

Tego dnia wróciłam do domu niesamowicie szczęśliwa. Miałam wrażenie, że spotkałam swoją bratnią duszę. I nadal tak uważam. Nie spodziewałam się, że można się z kimś tak szybko zaprzyjaźnić. I choć teraz jesteśmy z Olą tysiące kilometrów od siebie i nie wiemy jeszcze kiedy się zobaczymy, to ja wiem, że wszystko będzie dobrze i za jakiś czas będziemy razem jadły mleko z ciastkami :)

DSC_2193

DSC_2196

DSC_2212

DSC_2187

DSC_2233

DSC_2232


FACEBOOK | INSTAGRAM | SNAP: POWERPINKYX