Skip to content

Historia jednego zdjęcia #1 – Tata

Dzisiejszym tekstem rozpoczynam nowy cykl „Historia jednego zdjęcia”. Mam w swoim archiwum kilka takich zdjęć, za którymi kryją się ciekawe (lub trochę mniej) historie. Pomyślałam więc, że może to być fajny temat na post, gdzie będę dodawać zdjęcie (lub kilka) opisując w jaki sposób ono powstało. Głównie mam na myśli „street photography”, czyli zdjęcia robione na ulicy obcym ludziom.

Zaczynam od jednego z moich pierwszych zdjęć ulicznych. Było to zaraz po tym jak kupiłam sobie lustrzankę, na początku czerwca tego roku. Pojechałam z koleżankami na koncert do Bartoszyc. To około 80 km ode mnie. Były to dni miasta, ale grał „mój” zespół, więc nawet się nie zastanawiałam. Na miejsce dotarłyśmy dosyć wcześnie. Usiadłyśmy pod barierkami i czekałyśmy na rozpoczęcie koncertu. Ludzie przechadzali się po placu i z ciekawością obserwowali scenę. W pewnym momencie zobaczyłam coś niesamowicie fascynującego. Od razu złapałam za aparat.

– Przepraszam, czy mogę zrobić wam zdjęcie? Wyglądacie przepięknie. – zapytałam z wielkim bananem na ustach pana, który stał przed sceną z dwoma bliźniaczkami, w wieku 6-7 lat. Można pomyśleć, że to nic ciekawego – zdjęcie ojca z córkami. Jednak tym, co mnie ujęło najbardziej był kontrast pomiędzy tym jak wyglądały dziewczynki, a tym jak wyglądał ich tata.

Dwie drobniutkie blondyneczki w sukienkach z motywem motylków oraz ich tata z wytatuowanymi przedramionami i łydkami trzymający je za ręce. Kiedy do nich podeszłam, przerażona konfrontacją z obcym człowiekiem, w odpowiedzi na moje pytanie usłyszałam najprostsze” jasne!” i uśmiech pana taty. Podziękował mi za zdjęcie i po chwili pomaszerował z małymi księżniczkami w kierunku wyjścia.

Cała ta sytuacja wydaje mi się wyjątkowa, bo jestem jedną z tych osób, której zdarza się oceniać ludzi po pozorach. Wiem, że sama również często jestem oceniana i obgadywana przez ludzi, którzy tak naprawdę mnie nie znają. Przekonałam się już wielokrotnie, że to, co widzimy na pierwszy rzut oka, to tylko ułamek sekundy, po którym mamy już jakiś zarys osobowości danej osoby. A ten, jak wiemy często różni się od tego, jaka ta osoba jest naprawdę. Gdyby ten pan był sam, dla niektórych osób mógłby się wydać nieprzyjemny. Jednak ja, po chwili obserwacji zobaczyłam, że jest naprawdę pięknym człowiekiem. Mam na myśli w tej sytuacji piękno wewnętrzne. I bardzo się cieszę, że wyszłam ze swojej strefy komfortu i podeszłam do tej uroczej rodzinki. Dzięki temu mam takie wspaniałe wspomnienie i fajne zdjęcia w kolekcji.


INSTAGRAM | FACEBOOK