Meksyk,  Podróże

Historie z podróży – Meksyk

Kiedy wyjeżdżałam do Stanów słyszałam, że wiele au pair na swoje wakacje wyjeżdża do Kanady albo do Meksyku. W Kanadzie byłam. Stwierdziłam, że warto obrać inny kierunek i na wakacje poleciałam do Cancun i Tulum. To była niezapomniana przygoda.

2-go czerwca z lotniska w Bostonie o godzinie 8 rano wyleciałyśmy do Cancun. Po dotarciu na miejsce od razu wymieniłyśmy część pieniędzy (nie polecam – na mieście jest lepszy kurs) i zaczęłyśmy szukać kogoś z naszej wypożyczalni. Miałyśmy zamówiony samochód. Po chwili poszukiwań zostałyśmy odebrane i zawiezione do wypożyczalni. Po odebraniu auta pojechałyśmy do galerii handlowej w części Cancun zwanej „zona hotelara”. To najbardziej turystyczna część miasta. Również ta bardziej bezpieczna.

Po południu poszłyśmy na plażę położoną niedaleko galerii. Już wtedy wiedziałam, że to będzie piękny wyjazd. Uwielbiam palmy i ocean, więc te widoki robiły na mnie wrażenie. A  tak naprawdę to nie było nic specjalnego, w porównaniu do tego, co miałyśmy zobaczyć później.

Wieczorem musiałyśmy jeszcze pojechać na lotnisko po naszą koleżankę. Nie obyło się bez paru komplikacji, głównie dlatego, że nie miałyśmy jak się dogadać bez telefonów i internetu. Na szczęście dałyśmy radę i ruszyłyśmy na zakupy. Kupiłyśmy coś na kolację, śniadanie i na miły wieczór przy basenie, czyli moją ulubioną Coronę. Nasz pierwszy nocleg znajdował się w hostelu Mayan Monkey. Dzieliłyśmy pokój z innymi osobami, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Po ogarnięciu się poszłyśmy na dach, gdzie znajdował się basen i bar. Z dziewczynami (oprócz mojej przyjaciółki Oli) widziałyśmy się po raz pierwszy, więc chciałyśmy się lepiej poznać. Siedziałyśmy do późna, ale było naprawdę miło.

Następnego dnia zjadłyśmy pyszne śniadanko na ciepło i mogłyśmy ruszyć dalej. Spakowałyśmy się i pojechałyśmy w okolice portu, z którego płynie się na Isla Mujeres. Zapłaciłyśmy za prom i zamówiłyśmy również wózek golfowy, który miał nam ułatwić poruszanie się po wyspie. Kiedy przypłynęłyśmy od razu dostałyśmy nasz wózek, który musiałyśmy na początku okiełznać. Jak już nam się udało, to czułyśmy się jak królowe szosy. Zatrzymywałyśmy się w każdym miejscu, które nam się podobało, wyskakiwałyśmy z naszego pojazdu i szłyśmy robić zdjęcia.

Jednym z moich ulubionych przystanków była plaża na północy wyspy. Czysta woda, biały piasek, piękne palmy. Spędziłyśmy tam trochę czasu, żeby nacieszyć się tym widokiem i złapać na początek trochę słońca. Ja niestety wzięłam to zbyt dosłownie i za słabo się posmarowałam. Kolejnego dnia odczuwałam tego skutki.

Następnie udałyśmy się na południe wyspy, gdzie mogłyśmy podziwiać ocean z klifów. Czymś, czego się nie spodziewałam, były wielkie jaszczurki i iguany. Na początku bardzo się ich bałam. Z czasem jednak można się było do nich przyzwyczaić, bo jak się później okazało, w Meksyku jest ich wszędzie pełno.

Po kilku godzinach musiałyśmy wracać na ląd i jechać dalej. Naszym kolejnym przystankiem była Playa del Carmen. Dojechałyśmy tam wieczorem i postanowiłyśmy wykorzystać to miejsce na zobaczenie jak wygląda życie nocne w Meksyku. Najpierw zjadłyśmy kolację w restauracji, a później poszłyśmy na imprezę. Kluby były średnie i lepiej bawiłyśmy się wracając już do naszego airbnb o 2 w nocy.

Kolejnego dnia obrałyśmy kierunek na Tulum. W okolicach jest bardzo dużo Cenotes, czyli po prostu dziur w ziemi, gdzie znajduje się woda. Pierwszą, którą odwiedziłyśmy była Eden. Tam skakałyśmy i pływałyśmy w lodowatej wodzie. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Bardzo mi się podobało.

Po tym od razu ruszyłyśmy w dalszą drogę do naszego noclegu w Tulum. Zatrzymałyśmy się tam na 2 dni, żeby lepiej zobaczyć okolicę. Miałyśmy tam nawet prywatny basen, ale komary nie pozwalały na to, żeby być na zewnątrz, nawet przez chwilę. Zjadłyśmy razem kolację i totalnie zmęczone poszłyśmy spać.

Kolejnego dnia pierwszym punktem była piramida Coba, na którą można było się wspiąć. Wchodziłam na nią w klapkach. Do tego miałam na ramionach ręcznik, żeby się nie spalić jeszcze bardziej, niż już byłam. Widok był wspaniały, ale kiedy już byłam na górze zastanawiałam się tylko, jak ja stamtąd zejdę. Zaczęło padać, więc schodki robiły się śliskie. Jedyne czego można się trzymać schodząc, to lina przymocowana do stopni. Byłam ostatnia na dole i praktycznie zjeżdżałam na tyłku, ale dałam radę, nie spadłam.

Stamtąd od razu pojechałyśmy się schłodzić w kolejnej Cenote – mojej ulubionej ze wszystkich. Nazywa się ona Gran Cenota i jest przepiękna. Wypożyczyłyśmy rurkę i okulary do nurkowania, więc mogłyśmy podziwiać to, co działo się pod wodą, a było to naprawdę fascynujące. Spędziłyśmy tam kilka godzin, ale dla mnie to i tak było mało. Niestety trzeba było wracać do domu.

Szósty czerwca był naszym ostatnim dniem w Meksyku. Pierwszym punktem było odwiedzenie piramidy Chichen Itza, która jest jednym z cudów świata. Nie zrobiła na mnie większego wrażenia, ale fajnie było to zobaczyć na własne oczy. Do tego mamy ładne zdjęcia.

Kolejnym punktem była ostatnia Cenota Ik Kil. Ciekawa, ładna, ale trochę przerażająca. Od ziemi, do punktu wody jest 26 metrów. Natomiast głębokość wody w tym zamkniętym zbiorniku wodnym wynosi około 50 metrów. Bałam się tam wchodzić, ale zdecydowałam się spróbować. Cały czas trzymałam się liny bezpieczeństwa i byłam blisko dziewczyn. Niestety czas nas gonił i trzeba było jechać dalej.

Ostatnim i kulminacyjnym miejscem była Pink Lagoon w Yucatan. Bardzo chciałyśmy ją odwiedzić, jednak droga tam i z powrotem była długa, męcząca i niebezpieczna. Widok tego miejsca naprawdę robił wrażenie, ale polecam odwiedzić to miejsce, kiedy nigdzie wam się nie spieszy, bo pośpiech odbiera cały urok. Zrobiłyśmy zdjęcia i ruszyłyśmy do Cancun. Po drodze się zgubiłyśmy, jechałyśmy godzinę dłużej, zrobiło się ciemno. Mijałyśmy policję, która w Meksyku nie jest czymś, co pozwoli nam się czuć bezpiecznie. Byłyśmy pośrodku niczego i zaczynałyśmy się naprawdę bać. Na szczęście udało nam się dojechać do miasta i mogłyśmy pozytywnie zakończyć naszą podróż. Kolejnego ranka leciałyśmy na Kubę.

Co mogę powiedzieć o Meksyku? Jest piękny, jest ciekawy, ale również niebezpieczny. Trzeba bardzo uważać i nie zwracać na siebie uwagi. Myślę, że chętnie wrócę jeszcze na Isla Mujeres czy do Tulum. Zdecydowanie polecam wam kiedyś się tam wybrać. Pamiętajcie tylko o bezpieczeństwie i bawcie się dobrze!

Instagram: @milena.olbrys