Refleksyjnie

48 godzin bez social media?

Ostatnio czułam się przytłoczona tym, co dzieje się w moim życiu. Stwierdziłam, że potrzebuję przerwy od internetu i social media. Nałożyłam sobie blokadę na instagram, snapchat i facebook. Jak się to skończyło i czy udało mi się wytrzymać 48 godzin offline?

Pamiętam, że pierwszy komputer moi rodzice kupili, kiedy byłam w 5 klasie podstawówki. Wtedy służył mi do nauki szybkiego pisania na klawiaturze oraz do grania w Simsy. Mieszkaliśmy w lesie i ciężko było o dostęp do internetu. Założyliśmy go dopiero jakieś 3 lata później. Mieliśmy jeden komputer, a w domu było nas 5, w tym oczywiście najbardziej musiałam konkurować o dostęp do niego z moimi dwoma braćmi. Robiliśmy grafik i każdy z nas mógł w konkretnych godzinach robić na komputerze co chciał.

W gimnazjum zaczęłam prowadzić fotobloga, w liceum również założyłam bloga na bloggerze i pamiętam, że poświęcałam temu sporo czasu. Po liceum kupiłam sobie pierwszego laptopa i wtedy miałam już dostęp do internetu bez konieczności czekania w kolejce. Spędzałam swój czas w sieci, rozmawiając z przyjaciółmi z różnych części Polski, dodając posty i zdjęcia na bloga oraz oglądając filmy i seriale. Nie nudziłam się, bo zawsze było coś, co mogłam robić. Koniec internetu chyba nie istnieje, dlatego spędzanie czasu w ten sposób, bardzo uzależnia.

Kiedy przyleciałam do Stanów, prowadziłam 2 instagramy, bloga, stronę na facebooku, kanał na youtube i snapchat. Chciałam być wszędzie, żeby dotrzeć do jak największej ilości osób. Wydawało mi się, że moje życie w USA jest super ciekawe i chciałam się nim dzielić. Sama lubiłam oglądać filmiki i zdjęcia innych au pair.

Od kiedy kupiłam iphone, jestem online praktycznie wszędzie tam gdzie mam wifi, czyli bardzo często. LTE też dobrze działa, kiedy nie ma innej opcji. Kiedy się nudzę wchodzę na instagram i mogę spędzić tam kilkadziesiąt minut, przeglądając tylko obrazki. Niedawno ios dodał opcję sprawdzenia ile czasu w ciągu dnia przeznaczamy na social media i się załamałam. Czytam książki, spędzam czas z dziećmi, chodzę na siłownię, gotuję, ale i tak, kilka godzin spędzam gapiąc się w ekran mojego telefonu.

Postanowiłam spróbować i dać sobie ograniczenie na niektóre aplikacje. Zwłaszcza wieczorem i rano. Dzięki opcji „downtime” od godziny 21:00 do 6:30, zablokowany mam dostęp do wszystkich social media. Za pomocą 2 kliknięć mogę tą blokadę zdjąć, ale wpływa to trochę na psychikę, więc wolę to zostawić jak jest. Kusi, aby wejść i sprawdzić instagram, ale kiedy nie dostaję żadnych powiadomień, to czuję się trochę spokojniejsza przed snem i zaraz po przebudzeniu.

Niedawno chciałam spróbować 48 godzin bez aplikacji typu instagram czy snapchat. Mogłam nałożyć sobie podobną blokadę na cały dzień. W tym czasie akurat złożyło się tak, że na snapchacie zaczął do mnie pisać mój dawny znajomy. Nie chciałam go zostawiać bez odpowiedzi na kolejne 2 dni, więc wchodziłam na snapa kilka razy dziennie, tylko po to, żeby mu odpisywać i ostatecznie umówić się na spotkanie. Na instagramie również pisałam z kilkoma osobami i czułam się zobowiązana, żeby odpisywać w czasie rzeczywistym. Tak samo było z whatsappem i messengerem. Obawiałam się, że ktoś napisze do mnie ważną wiadomość a ja nie będę mogła na nią odpisać. Tak właśnie działa uzależnienie. Wiem, że nic by się nie stało, ale mimo to, musiałam być na bieżąco.

Jedyne od czego starałam się bardzo powstrzymać i chyba to wychodziło mi najlepiej, to scrollowanie facebooka i instagrama. Postanowiłam, że przez te 2 dni nie będę publikować ani lajkować żadnych postów. Dlatego też nie chciałam nic oglądać. Jednak wiecie co jest najgorsze? Instagram stories, które znikają po 24 godzinach. Są takie konta, które obserwuję na bieżąco i widzę wszystkie story. Kiedy nie mogę ich obejrzeć dopada mnie FOMO, czyli „fear of missing out”, a po Polsku po prostu strach przed przegapieniem czegoś. Zawsze chcemy być ze wszystkim na bieżąco. Dobrze wiedzieć co się dzieje w świecie, który nas otacza.

Wiem, że mogłabym pozostać offline, gdybym nie miała dostępu do internetu. Niestety sama mam słabą siłę woli i nie umiem po prostu przestać korzystać z internetu. Czuję, że mnie wiele omija. Jednak już jakiś czas temu ograniczyłam sobie źródła wiedzy. Nie oglądam i nie czytam wiadomości. Jeśli wydarzy się coś, o czym powinnam wiedzieć, to facebook zawsze mnie informuje. Odobserwowałam też konta na instagramie, które uważałam za bezwartościowe i nie czułam potrzeby, aby je w dalszym ciągu oglądać, mimo, że mają po kilkaset innych obserwatorów.

Filtruję treści, które przyswajam i myślę, że to dobry sposób na to, żeby totalnie nie oszaleć i nie popaść w depresję. To w dalszym ciągu internet, gdzie każdy może być kim chce. Możemy stworzyć swój idealny świat i przedstawiać go innym w sposób, jaki chcemy. Ludzie będą nam zazdrościć wspaniałego życia, które tak naprawdę nie jest nawet prawdziwe. Pamiętajmy o tym, żeby we wszystkim znaleźć równowagę i rozwagę.

 Instagram: @milena.olbrys