Skip to content

Początek.

Mówi się, że początki nie są łatwe. Według mnie, od pierwszych razów, cięższe są powroty i nowy start w miejscu, z którym raz już się pożegnaliśmy. Mam tak z Warszawą. Mieszkałam tu przez 1,5 roku 5 lat temu. To brzmi bardzo nierealnie, bo wydaje mi się jakbym dopiero co stąd wyjechała.

Wracam również na tego bloga, którego „rozpoczynałam” już chyba setki razy, ale pierwszy post napisałam właśnie w Warszawie, kiedy rozpoczynałam pewien nowy etap w moim życiu. Byłam wtedy pełna nadziei i nastawiona pozytywnie na rozpoczęcie czegoś wyjątkowego. Jednocześnie wiedziałam wtedy, że w niedługim czasie wyjadę do Stanów. To dawało mi jeszcze więcej siły w walce z codziennością. 5 lat temu moim życiowym celem był wyjazd do Ameryki. Nie myślałam co będzie potem. Skupiałam się tylko na tym, żeby wyjechać, a później miało się jakoś ułożyć.

Boston

Wyjechałam do Stanów w marcu 2017 roku i po 25 miesiącach wróciłam do Polski „na stałe”. Ciągle dostaję pytania dlaczego wróciłam, skoro było mi tam tak dobrze. Od słów „chciałabym mieszkać w USA” do faktycznej możliwości zostania w tym kraju legalnie, jest przepaść. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak w rzeczywistości wygląda proces realnego zostania w Stanach Zjednoczonych.

Najprostszym a jednocześnie totalnie zależnym od losu sposobem, jest loteria wizowa, w której można wygrać zieloną kartę. Startowałam co roku przez 4 lata i ani razu mi się nie udało. W tym roku sobie odpuściłam. Z zieloną kartą można w Stanach legalnie mieszkać i pracować. Jest to idealny sposób dla ludzi, którzy o tym marzą. Jednak konkurencja jest ogromna, bo nie jesteśmy jedynymi, którzy pragną spełnić swój „American Dream”.

Innym popularnym sposobem jest zawarcie małżeństwa z obywatelem USA. To już jednak jest bardziej skomplikowane, niż się wydaje. Wielokrotnie słyszałam „można po prostu wziąć z kimś ślub i zostać tam na stałe”. Cały proces jest jednak bardzo kosztowny i czasochłonny, a bez faktycznej miłości do drugiej osoby – według mnie – totalnie niewart zachodu. Miałam „propozycję” takiego małżeństwa. Jednak moje zasady moralne, nie pozwoliły mi nawet na zastanowienie się nad tą propozycją.

Można również pójść na studia w Stanach. Jednak w USA nie istnieją publiczne szkoły wyższe i czesne za jeden semestr zaczyna się od kilku tysięcy dolarów. Na wizie studenckiej nie można jednak podjąć legalnie pracy. Aby w ogóle otrzymać wizę, trzeba wykazać, że ma się „sponsora”, który podczas trwania studiów będzie nas utrzymywał. Taka opcja w moim przypadku totalnie odpadała.

Jak możecie zauważyć, zostanie w Stanach w legalny sposób, nie jest łatwe. Zostanie tam nielegalnie natomiast, wiąże się z konsekwencjami, między innymi, niemożliwe jest jakiekolwiek opuszczenie kraju. Gdy to zrobimy, nie możemy już do niego wrócić. A nawet jeśli nie planujemy wyjeżdżać, w przypadku, gdy zostaniemy zatrzymani przez urząd imigracyjny, możemy nawet trafić do więzienia i zostaniemy ze Stanów po prostu „wyrzuceni”.

Los Angeles

Zdecydowałam się więc wrócić do Polski i pomieszkać w Warszawie. Miałam plan, aby otworzyć własną działalność gospodarczą jako fotograf. Jednak odłożyłam ten plan na później, kiedy będę miała pewność, że opłaci mi się to finansowo. Że w ogóle będę w stanie się utrzymać.

Rezygnacja z tego marzenia nie była łatwa, jednak była właściwa, a decyzja, którą podjęłam, była dojrzała. Nie zawsze od razu dostajemy to, czego chcemy. Ale wierzę, że w końcu uda mi się spełnić ten plan i będę „prawdziwym” fotografem.

Tak jak wspominałam na początku, powrót do miejsca, w którym już kiedyś się znajdowałam, nie był łatwy. Wszyscy pytają o to jak się odnajduję w Polsce po 2 latach mieszkania w Bostonie. Odpowiadam, że nie jest łatwo, ale tak naprawdę ciężko odpowiedzieć na to jednym zdaniem. Jest wiele różnic, do których muszę przywyknąć na nowo. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie gorzej, ale być może, po prostu jeszcze się na dobre nie zaczęło.

Warszawa

Jestem w Polsce od miesiąca i czuję się jakbym była tu po raz pierwszy. Wszystko jest inne niż pamiętam, bo pamięcią dalej wracam do Bostonu i tego jak wyglądało moje życie tam. Są rzeczy, których szukam na sklepowych półkach i nie mogę ich znaleźć, a to dlatego, że tu ich po prostu nie ma. Zapominam o tym, że ludzie tu się nie uśmiechają do ciebie na ulicy. Że wiele osób woli żyć twoim życiem, niż swoim własnym. Momentami czuję się tu obco. Bardziej niż czułam się w Ameryce. Tam nikt nie zwraca uwagi na to skąd jesteś, jak wyglądasz, ani co robisz. Tam możesz być kim chcesz. Możesz być sobą.

Podczas rozmowy, mój host zapytał jak się czuję po powrocie, czy coś jest inaczej niż było. Powiedziałam, że widzę bardzo dużo różnic i ciężko mi do tego przywyknąć. Zapytał więc czy to Polska się zmieniła, czy ja? Odpowiedziałam, że ja.

Możliwość podróży i mieszkania w innej części świata była dla mnie darem, ale jednocześnie przekleństwem. Takie wyjazdy bardzo otwierają umysł i poszerzają horyzonty. Kiedy jednak wraca się do miejsca, w którym ludzie nadal są tacy, jak byli zanim ty się zmieniłeś, czujesz, że nie pasujesz…

Wracam na tego bloga, bo czuję potrzebę wyrzucenia z siebie myśli, które krążą w mojej głowie. Na pewno zostanę tu na dłużej. Jeśli więc jesteście ciekawi treści, które będą się tu pojawiać, zachęcam was do obserwowania mojego instagrama. Tam będę informować na bieżąco o wpisach i nowościach. A teraz, życzę wam miłego tygodnia!

@milena.olbrys