Skip to content

Co dalej?

Samotne podróżowanie i spędzanie czasu bez obecności innych osób, zawsze składania mnie do refleksji. Nie zawsze są to miłe przemyślenia. Czasami wprowadzają mnie w dziwny nastrój i przenoszą do innego świata.

Myśl o samotności powoduje we mnie uczucie niepokoju. Boję się być sama. Tylko czy bycie samym, a samotnym, znaczy to samo?

Chodząc po uliczkach Starego Miasta w Gdańsku przypomniał mi się Boston. Przypomniało mi się Massachusetts, które pokochałam całym sercem. Odkąd wróciłam do Polski, nie mogę przestać myśleć o Stanach. Cały czas powracają do mnie wspomnienia, od których nie potrafię się uwolnić.

Kiedyś myślałam, że od momentu przeprowadzki do Warszawy po liceum, spędzę w tym mieście resztę życia. Później, wyjeżdżając do USA, miałam nadzieję, że będę mogła zamieszkać w Los Angeles. Jednak po spędzeniu 2 lat w Newton, widzę Boston jako miejsce do życia. Jako dom dla mnie.

Nie potrafię w pełni odnaleźć się w Warszawie, mimo, ze bardzo próbuję. To nie jest tak, że jestem nieszczęśliwa. Po prostu ciągle wyobrażam sobie, co bym teraz robiła, gdybym była nadal w Bostonie. Porównuję ceny, rzeczy, miejsca, ludzi. Niby to samo, ale tak bardzo różne…

Chciałabym tam wrócić. Kupić bilet w jedną stronę i tam zostać. Jest tylko jeden drobny szczegół, który nie pozwala mi wyjechać. I nie są to ani pieniądze, ani też wiza. Bo te rzeczy można jakoś rozwiązać. Jest to jedna osoba, którą kocham najbardziej na świecie. I wiem, że ta osoba, bardzo by tego wyjazdu nie chciała.

Dlatego też o tym nie mówię. Bo sama nie wiem, co powinnam o tym mówić i myśleć. Toczy się we mnie wewnętrzny konflikt, którego nie rozumiem i ciężko mi podjąć jakąś decyzję…